Z perspektywy Malucha. Super Moc.
Bawię się na tarasie przed domem. Mam moje super deski. Mam też garnki. Jestem kucharzem. Robię pyszną zupę. Dla babci. Siedzi na fotelu obok i czyta książkę.
Podchodzi do mnie Kaja, moja siostra. Pyta, czy może dołączyć do zabawy. Jasne! Będzie robić kluski do zupy. Z trawy i liści. Przyniosła też dużo wody – do robienia zupy się przyda.
Nagle woda się wylewa. Zalewa deski. Zalewa taras. Zalewa nogi mojej siostry Kai i jej rysunek. Kaja zaczyna płakać i biegnie do domu. Woda dopływa do stóp babci…
– Och! Co wy tutaj wyprawiacie? Julek, dlaczego Kaja płacze? – pyta babcia takim rozzłoszczonym głosem.
– Chyba przez wodę. Jej rysunek jest mokry – pokazuję na pracę Kai.
– Oj Julek… Taki z ciebie łobuziak. Zobacz, jaką tu powódź zrobiłeś. Zniszczyłeś rysunek.
Ja zniszczyłem? Ja łobuziak? Co to znaczy. Pewnie nic dobrego. Jestem łobuziak? Tak twierdzi babcia. A ja myślałem, że jestem Julek. Chłopiec. Który wymyślił super zabawę w gotowanie.
– Ja nie jestem żaden łobuziak – powiedziałem stanowczo. – Jestem chłopiec. Jestem Julek. I nie chciałem nic zniszczyć.
– Chodź łobuziaku ty mój. Kończymy zabawę i idziemy do domu – powiedziała babcia.
– Ja nie jestem łobuziak. Jestem Julek! – powtórzyłem nieco zbyt głośno. – Nie lubię cię.
Babcia bierze mnie za rękę i bez słowa wciąga do domu. Wcale nie chcę iść. Zaczynam płakać. Co się ze mną dzieje? Chciałbym, żeby mi to ktoś wyjaśnił. I co to znaczy łobuziak? To chyba ja…
A mogłoby być tak:
Bawię się na tarasie przed domem. Mam moje super deski. Mam też garnki. Jestem kucharzem. Robię pyszną zupę. Dla babci. Siedzi na fotelu obok i czyta książkę.
Podchodzi do mnie Kaja, moja siostra. Pyta, czy może dołączyć do zabawy. Jasne! Będzie robić kluski do zupy. Z trawy i liści. Przyniosła też dużo wody. Do robienia zupy się przyda.
Nagle woda się wylewa. Zalewa deski. Zalewa taras. Zalewa nogi Kai i jej rysunek. Kaja zaczyna płakać i biegnie do domu. Woda dopływa do stóp babci…
– Och, co co się stało Julku? Wiesz, dlaczego Kaja płacze?
– Nie wiem. Chyba przez wodę. Jej rysunek jest mokry.
– Widzę, że zupa się rozlała. Pewnie wykipiała. Czasem tak się zdarza. Kai zrobiło się smutno, bo zalał się jej rysunek. Podobał jej się i długo nad nim pracowała. Co robić …?
– Może położymy go na słońcu? Wyschnie. Super Julek na ratunek! Powiem Kai, że rysunek wyschnie.
Pobiegłem do domu. Kaja płakała na kanapie.
– Twój rysunek jest uratowany. Położyłem go na słońcu. Zobacz.
– Pokaż. Gdzie? Narysowałam czarnego kota na drzewie.
– Chodź. Wiem, że ci smutno, ale będzie dobrze. Kotek jest mokry, ale wyschnie. Zobaczysz.
– Dzięki Julek.
I wracamy na dwór. Świeci słońce. Zupa rozlana. Ale rysunek mojej siostry ocaleje. Może potem też coś narysuję. Zupę na tarasie i akcję ratunkową! Jestem super moc!


