Rodzicielskie Rozważania

Rodzicielskie Rozważania – o „grzecznych” dzieciach i naklejkach.

Tato, dostałam dziś tylko dwie naklejki.
Dwie? To więcej niż jedna. A dlaczego dostałaś naklejki?
Bo byłam grzeczna. Tak pani powiedziała. Ale Maja dostała trzy i w sumie ma już jedenaście! A ja tylko osiem… Może byłam mniej grzeczna od niej…
A co to znaczy, że byłaś grzeczna? Czy Pani to wytłumaczyła?
Nie. Ale to chyba jest wtedy, gdy się słucha pani, robi to, o co pani prosi, nie mówi za głośno, nie wierci w ławce… Asia była dziś niegrzeczna, bo zaczęła śpiewać piosenkę, kiedy pani czytała książkę.
Rozumiem. Moim zdaniem Asia nie była niegrzeczna, tylko poczuła potrzebę zaśpiewania piosenki. Może pod wpływem tego, co poczuła, gdy pani czytała. To nawet urocze. Wiesz Klaro, przymiotnik grzeczny lub niegrzeczny zastępuje często wiele innych, bardziej złożonych i subtelnych stanów i sytuacji. 
Tato – wtrąciła Klara. Ja chciałabym mieć więcej naklejek. Więc muszę być grzeczna.

W tym momencie tata, który od początku miał wiele wątpliwości, teraz zaczął jeszcze bardziej nad wszystkim się zastanawiać i poczuł niepokój.

Niegrzeczne dzieci?

Nie lubił upraszczającego i niewiele wyjaśniającego słowa „grzeczna/y” i „niegrzeczna/y”. Dlaczego tak powszechnie stosujemy te określenia do opisu naszych dzieci?

Bo tak jest łatwiej? Bez wkraczania w zakamarki dziecięcych emocji i nieprzewidywalnych zachowań. Często dorośli oczekują, by dzieci były grzeczne i słuchały się ich. Jeżeli nie działają zgodnie z ich oczekiwaniami i ustalonymi regułami określane są jako „niegrzeczne”.

Jeżeli zaś dziecko często słyszy komunikat, że jest „niegrzeczne”, zaczyna myśleć o sobie, że jest niedobre, że coś robi źle. Nie wie często, co robi nie tak i dlaczego. Nikt mu tego nie wyjaśnia. Taka etykieta przywiera do dziecka i warunkuje dalszy jego rozwój. Spycha jego emocje na dalszy plan, nie sprzyja wyrażaniu uczuć, szukaniu rozwiązań, wzmacnianiu szczerości i zaufania – budowaniu relacji. Nie wspiera poczucia własnej wartości u dziecka.

Dzieci mają być ciche i posuszne?

Czy ja chcę, żeby moje dziecko było posłuszne i ciche? Żeby bało się wypowiadać swoje zdanie i walczyć o swoje marzenia? Nie. Pragnę, by moje dziecko nie bało się mówić głośno, by zadawało pytania, myślało niezależnie i działało kreatywnie. Czy szkoła wspiera moje dziecko? Czy pomaga mu rozwijać i uwalniać jego potencjał? Zachęca do eksperymentowania? Często nie. Uczy natomiast jak być „grzecznym” i posłusznym. Jak tłumić emocje i podporządkowywać się innym. Jak zdobyć naklejkę, a nie jak rozwijać swoje zdolności, poznawać i zmieniać świat. (Ach! Jak ja się bałem mojej pani od geografii!)

Nagrody osłabiają moc

A o co chodzi z tymi naklejkami? Mają na celu wzmacnianie pożądanych postaw. W tym wypadku – „grzecznych”. Odwołują się do motywacji zewnętrznej. Dziecko zaczyna „dobrze” się zachowywać, po to by zdobyć nagrodę. Jego motywacja wewnętrzna słabnie. Przyjemność z wykonywanej czynności nie cieszy tak bardzo, bo myśli uciekają w stronę potencjalnej nagrody. To ona staje się celem, a nie na przykład odczuwana przyjemność z pokolorowania obrazka czy zaśpiewania piosenki. Można zaobserwować jak zaangażowanie w wykonywaną czynność maleje wprost proporcjonalnie do atrakcyjności nagrody. Gra na pianinie cieszy o wiele bardziej, gdy nie ma obiecanych lodów po skończonej próbie.

Naklejki stosujemy powszechnie, często na dodatkowych zajęciach: z języka angielskiego czy rytmiki. Jako wzmocnienie, nagrodę, pozytywne skojarzenie z zajęciami. Tylko nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że wtedy umyka nam coś znacznie bardziej cennego – wrodzona moc, czyli motywacja wewnętrzna i radość płynąca z poznawania, odkrywania i doświadczania.

Tata rozmyślał i rozmyślał. Przypomniał sobie jak był ostatnio z Klarą w parku linowym. Po przejściu trasy córka po raz pierwszy nie otrzymała nagrody. Wcześniej dostawała naklejki, lizaki, dyplomy. A tym razem nic oprócz satysfakcji. Poczuła pewne rozczarowanie. Zdziwienie może…, bo już niestety zdążyła się przyzwyczaić. Jednak przede wszystkim – poczuła radość i ogłosiła entuzjastycznie, że uwielbia parki linowe. Nawet bez lizaków.