Z perspektywy malucha - Nic
Z Perspektywy Malucha

PrzyTULĘ Ulę / Świnka Morska

Marzyłam o takim pluszaku już od dawna. Wreszcie go mam. Jest taki maleńki i słodziutki. Ma czarne futerko i niebieskie oczy. Tak się cieszę, że rodzice mi go kupili. Spałam z nim w nocy. Teraz przygotowuję mu śniadanie. Na tarasie. Z szyszek, które znalazłam w lesie. Potem zabiorę go na spacer.

– Gdzie jest Ula? – słyszę jak tata pyta mamę.

– Chyba na tarasie. Karmi tego swojego … chomika, królika … nie wiem, co to w ogóle jest – kontynuuje tata.

– Chomik chyba. Czarno-biały chomik.

– Nie. To chyba świnka morska! – woła z kuchni wujek Albert.

– Świnka morska? A to możliwe! Świnka morska! To na pewno świnka morska – cieszy się tata i śmieje głośno.

Jak to świnka? Mój pluszak to nie żadna świnka. Przecież to pies. Jak oni mogą! Czuję jak coś się we mnie kotłuje. Jak oni mogli nazwać mojego pieska świnką morską! I jeszcze śmieją się z tego.

– To nie jest świnka morska! To piesek! Śliczny, mały, czarny piesek! – krzyknęłam.

Łzy napłynęły mi do oczu i zaczęły spływać po policzkach. Poczułam słony smak w buzi. Zaczęłam płakać. Głośno! Najgłośniej jak potrafiłam.

– Kochanie, pomyliłem się.

– To pies. Jasne, że pies. – podbiega do mnie tata i nadal uśmiechając się, dotyka mojego ramienia.

– Nie lubię was! Zostaw mnie! – krzyczę przez łzy i odpycham tatę.

– Oj przesadzasz młoda damo. Przecież nic takiego się nie stało. Nie płacz. I nie krzycz. Uspokój się. No przestań już… – mówi tata.

– Nie lubię was! – krzyknęłam raz jeszcze, kopnęłam leżący obok plecak i pobiegłam z moim pieskiem do swojego pokoju.

– Tak mi smutno. Tak mi źle. Nic się nie stało? Ach! Jacy oni są!… Płaczę. Chcę płakać. Będę się złościć. „Przestań” – mówią. Jak mam przestać? „Nic się nie stało” – mówią. Jak to nic się nie stało. To jest mój ukochany, najważniejszy pluszak. Tulę go mocno do policzka.

– Och! Pieseczku! Dlaczego oni tacy są? Nic nie rozumieją. Jak mogli pomyśleć, że jesteś świnką morską?! I jeszcze się dziwią, dlaczego mi tak źle… – szepczę do pluszaka, wciąż płacząc.

– Puk. Puk. Czy mogę wejść – tata otwiera powoli drzwi i wchodzi do pokoju, nie czekając na moją odpowiedź.

Milczę. Płaczę trochę ciszej. Tata podchodzi do mojego łóżka. Siada. Też milczy. Potem delikatnie dotyka mojej głowy. Głaszcze ją. To miłe. Uspokajam się.

Tata mnie przytula. Nic nie mówi. Leżymy tak sobie w ciszy. Czuję, jak wszystko we mnie przestaje drgać. Łzy już nie płyną.

– Przytulę moją Ulę – szepcze tata do mojego ucha. – Przepraszam córeczko. Przepraszam, że nazwałem twojego pieska świnką morską.

– Jak mogłeś? I jeszcze śmiałeś się z tego? To nie było śmieszne.

– Przepraszam. Wiem, że to twój ukochany pluszak. Zrobiło ci się smutno. Zezłościłaś się, bo pomyliłem go z innym zwierzątkiem. Nie chciałem zrobić ci przykrości, tylko naprawdę zapomniałem, że to piesek. Ale wiesz Uleńko – każdy widzi świat inaczej. Ty widzisz czarnego psa, ja… granatowego królika. A wujek … fioletowego pancernika.

Fioletowy pancernik? Poczułam jak ogarnia mnie fala radości. Lekko się zaśmiałam.

Chciałbym ci jakoś pomóc. Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytał tata.

– Przeproś mojego pieska – powiedziałam całkiem poważnie i podstawiłam mu pluszaka pod nos.

Tata spojrzał na moją maskotkę. I całkiem poważnie rzekł:

– Przepraszam, że nazwałem cię świnką morską. Jesteś psem. To jasne. Teraz widzę to dokładnie. Wtedy po prostu się pomyliłem.

W tym momencie do pokoju wpadła Maja, moja młodsza siostra i powiedziała:

– Ula, gdyby jednak się okazało, że to nie piesek, lecz świnka morska, to możesz mi ją oddać. Chciałabym mieć taką świnkę morską.

– Odwróciła się i wybiegła. A ja spojrzałam ze zdziwieniem na tatę i mocno się do niego przytuliłam.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *