Z Perspektywy Malucha. „Rozrabiaka”.
Jestem Julek. Mam dwa i pół lat. Chodzę do przedszkola. Lubię moje przedszkole. Lubię panią Basię i moich kolegów. Bawimy się razem. Teraz bawimy się, że jesteśmy na budowie. Budujemy dom. Nadjeżdża duża koparka. Kopię dół. „Bam, bam!”. Koparka uderza w klocki Tomka. Tomek jedzie betoniarką i wpada na moją koparkę. „Łubu-du!”. Ooo! Wypadek…Trzeba wezwać pomoc. Gdzie są strażacy? Poszukam.
– Julek. Co się tutaj dzieje? – pyta pani Basia. Chyba nie jest zadowolona. Marszczy czoło i mówi tak… niemiło.
– Bawimy się – odpowiadam.
– Proszę ciszej i spokojniej. Bo zniszczycie zabawki. Jak będziesz niegrzeczny, to usiądziesz za karę przy stoliku. Proszę zachowywać się grzecznie. Straszny z ciebie „rozrabiaka” Julek.
– Ja nie jestem żaden rozrabiaka! Jestem Julek! – powiedziałem głośno.
– Ooo Julku. Tak nie będziemy rozmawiać. Proszę siadaj do stolika i przemyśl swoje zachowanie.
I pani Basia poszła dalej wycinać obrazki. A ja zostałem sam. Przy stoliku. Dlaczego tu siedzę? Bo jestem „rozrabiaka”? Chciałbym się jeszcze pobawić. Nic z tego nie rozumiem. Co to znaczy, że jestem niegrzeczny? To chyba znaczy niedobry… Smutno mi. A co to jest „kara”? Dlaczego mam siedzieć przy stoliku? I być cicho? Na budowie zawsze jest głośno. Są maszyny. Duży hałas. Widziałem z babcią na spacerze.
Jestem sam. Tak bardzo sam. Nic nie rozumiem. Jest mi źle. Boję się. Chcę, żeby mnie ktoś przytulił. Wytłumaczył, co się mną dzieje. Chcę do mamy. Pomocy!
– Julku. Przemyślałeś już swoje zachowanie? – słyszę głos pani nade mną.
– Tak. Przepraszam – odpowiedziałem szybko tak jak trzeba. By szybciej wrócić do zabawy…
Kary – w różnej formie – stosowane są powszechnie, często automatycznie, pochopnie, schematycznie, bez rozmowy i odpowiedniej analizy danego przypadku. Bo tak łatwiej, szybciej, bo „to działa”. Tymczasem zamiast uczyć malucha – sprawiają, że jest jeszcze bardziej zagubiony w świecie. Fundamentalna potrzeba poczucia bezpieczeństwa zostaje zachwiana.
W ukazanej powyżej sytuacji maluch po prostu się bawił. Nie zrobił nic złego. Często zdarza się tak, że my, dorośli, widzimy tylko jakiś wycinek historii (np. jak Jacek popycha Kasię) lub znamy ją z relacji jednego uczestnika (np. gdy przybiega do nas dziecko i mówi: „Proszę pani, Kacper mnie uderzył”). Nie wiemy, co wydarzyło się wcześniej, jakie słowa padły, jakie były intencje, emocje. Brakuje kontekstu. Należałoby zbadać dokładnie, co się wydarzyło, porozmawiać ze wszystkimi uczestnikami zdarzenia. Opowiedzieć o uczuciach, potrzebach, innych możliwych rozwiązaniach, o granicach.
Niestety często śpieszymy się, nie zgłębiamy tematu, działamy schematycznie i stosujemy rozwiązania, które nie przynoszą korzyści, a mogą nawet pogłębiać trudności i generować kolejne konflikty – na przykład kary. Dzieci pozostawione same sobie, opisane w stygmatyzujący sposób, oskarżone, postawione w kącie nie nauczą się, jak współdziałać, jak szukać porozumienia, rozwiązywać konflikty, budować relacje. Poczują się natomiast – zagubione, złe, bezradne, samotne, smutne, zranione. Poczują strach. Ze strachu będą już „grzeczne”, posłuszne, ciche, spokojne. Powiedzą „przepraszam” odruchowo – by szybciej „uwolnić się” od kary.
One proszą o pomoc, o wsparcie, wyjaśnienie. O przewodnika, który pomoże znaleźć drogę. Czasem przytulenie wystarczy. Czasem całus. Czasem spojrzenie, uścisk dłoni. Miłe słowo, wiele zdań, długa rozmowa. Naturalna konsekwencja. Rozwiązań jest wiele – tak dużo jak dzieci i sytuacji. Uniwersalnych recept brak. Główne drogowskazy – wzajemny szacunek, empatia, dialog, relacja.
fot. Pop Out of Poppy


